Sonety tłumaczył Maciej Słomczyński

czwartek, 4 czerwca 2015

20- Uczynku swego nie żałuj

Uczynku swego nie żałuj już dłużej:
Kolce ma róża, błoto potok srebrny,
Słońce się zaćmi, księżyc się zachmurzy,
W najsłodszym pąku żyje robak wstrętny.

Błędy popełnia każdy; i ja grzeszę,
Gdy twój występek zmniejszam porównaniem;
Siebie poniżam, z rozgrzeszeniem spieszę,
Z większym niż wina winy darowaniem.

Błąd zmysłów zmyślne usprawiedliwienie
Uzyskał. Wróg twój stał się tarczą twoją;
Sam przeciw sobie składam oskarżenie,

Miłość i wrogość stanęły do boju
Tak zajadłego, że zostać wypadnie
Wspólnikiem tego, który mnie okradnie.

19- Czemu tak piękny dzień

Czemu tak piękny dzień mi obiecałeś,
Każąc wyruszyć bez opończy w drogę,
A później chmurom złym dopaść mnie dałeś,
Kryjąc w oparze zgniłym swą urodę?

Nie dość, że chmury przebiłeś swą mocą
I suszysz deszczu ślad na twarzy mojej;
Któż może cieszyć się taką pomocą,
Gdy ból zostaje, choć rana się goi?

Nie możesz skruchą leczyć bólu mego;
Straty mej żalem nie zapłacisz przecie.
Niewielką ulgę daje żal winnego,

Gdy inny dźwiga krzyż winy na grzbiecie.
Ach, lecz łez perły twoja miłość traci!
Wszystkie uczynki złe ten skarb opłaci.

18- Pierś wzbogaciłeś sercami

Pierś wzbogaciłeś sercami wszystkimi,
Których nie widząc, za zmarłe je miałem;
Rządzi tam Miłość z przymiotami swymi
I mili, których w myślach pochowałem.

Łez świątobliwych i żałobnych wiele
Pobożna miłość skradła z oka mego,
By spłacić zmarłych. Ale przyjaciele
Skryli się, żyjąc na dnie serca twego!

Tyś grobem, w którym miłość pogrzebana
Żyje, a moi kochankowie zmarli
Mają tam cząstkę, ongi im oddaną;

Tę własność wielu tobie przekazali.
W tobie ich obraz widzę ukochany,
Tobie- im wszystkim- we wszystkim oddany.

17- Gdy w kręgu myśli słodkich

Gdy w kręgu myśli słodkich uciszonych,
Sprawy minione wspominać próbuję,
Wzdycham za stratą rzeczy upragnionych
I utracony czas znów opłakuję.

Łez nie znające oczy znowu płaczą
Za przyjaciółmi zgasłymi w ciemności,
Za widokami których nie zobaczą;
Łza świeża rosi ból dawnej miłości.

Boleję wówczas nad boleścią przeszłą,
Ponownie tracąc to, com ongi stracił;
Cierpię cierpieniem, które już odeszło,

Płacąc znów, jakbym już raz nie zapłacił.
Lecz gdy o tobie, miły, myśl nadpłynie,
Straty me nikną, cały smutek ginie.

16- Gdy los i ludzie

Gdy los i ludzie częstują mnie wzgardą,
Chcę miłosierdzie wzbudzić w głuchym niebie;
Płaczę i żalę się na dolę twardą,
I klnę upadek mój patrząc na siebie.

Chcę mieć bogatszą nadzieję przyszłości,
Mieć rysy innych i przyjaciół rzeszę,
Dobra jednego, innego zdolności,
Gdyż tym, co moje, zgoła się nie cieszę.

Lecz gdy od myśli tych brzydnie mi życie,
Wraca o tobie myśl, a moja dusza
Niby skowronek zrywa się o świcie

I hymn podnosząc, bramy niebios wzrusza;
Gdyż twej miłości najsłodsze wspomnienie
Sprawia, że z królem losu nie zamienię.

15- Jakże powracać mam

Jakże powracać mam pełen radości,
Gdy brak miłego spoczynku mnie dręczy?
A noc mi po dniu ulgi nie przynosi
Lecz mnie dzień w nocy, a noc za dnia męczy?

Choć są wrogami, lecz dręczą mnie razem;
Zgodę zawarli i zadają męki:
Jedno znużeniem, a drugie nakazem,
Bym żył od ciebie z dala wśród udręki.

Chcąc dzień ugłaskać, mówię, że go zdobisz,
Kiedy blask niebios zakryją obłoki;
A smagłej nocy powiadam, że złocisz

Niebo bezgwiezdne i rozjaśniasz mroki.
Jednak dzień, co dzień, me smutki przedłuża.
A noc w cierpienie, co noc, mnie zanurza.

14- Strudzony drogą

Strudzony drogą, wierzę, że odnowię
Siły, gdyż łoże do spoczynku wzywa;
Lecz rozpoczyna się podróż w mej głowie,
Pracuje umysł, gdy ciało spoczywa.

Myśl w okolice uchodzi dalekie
Pragnąc do ciebie w pielgrzymkę wyruszyć;
Opadającą unosi powiekę
I patrzę w ciemność ślepą. Tylko w duszy

Dostrzega cień twój wyobraźni oko,
Który jak klejnot noc tę rozpromienia
I zawieszony w ciemności wysoko

Noc starą w młodą, brzydką w piękną zmienia.
Spójrz! Za dnia ciało, nocą myśl daremnie
Przez ciebie spokój tracą i przeze mnie.

13- Czcigodny władco mej miłości

Czcigodny władco mej miłości, tyś mnie
Zmienił w wasala, wiążąc z sobą, panie.
Do ciebie ślę me przesłanie w tym piśmie,
W którym nie dowcip lśni, lecz przywiązanie.

Choć przywiązanie wielkie, dowcip mały
Mógłby je z braku słów wielce zubożyć;
Lecz może jakiś odruch doskonały
Da ci je, nagie, w głębi duszy złożyć.

Aż kiedyś jakaś gwiazda pomyślności
Zechce obdarzyć mnie pięknym aspektem
I sprawi szaty mej nagiej miłości,

Byś mógł ją darzyć najsłodszym respektem.
Wówczas mą miłość odważę się głosić;
Wcześniej o sąd twój nad nią nie chcę prosić.

12- Jak lichy aktor

Jak lichy aktor, co stojąc na scenie,
Zapomniał z trwogi słów do swojej roli
Lub ogarnięte wściekłością stworzenie,
Któremu gniew się ruszyć nie pozwoli,

Tak ja, nie wierząc, bym umiał wysłowić
Nadmiar miłości, straciłem już wiarę
I tonę w uczuć wezbranych powodzi
Pod namiętności zbyt wielkim ciężarem.

O, niech więc za mnie mówią księgi moje,,
Milczący serca mojego posłowie,
Które o miłość błaga i nagrodę,

Chociaż słowami tego nie wypowie.
Chciej pojąć, co tu ciche serce głosi:
Słuchać oczyma to mądrość miłości..

11- W zwierciadle własnej nie ujrzę starości

W zwierciadle własnej nie ujrzę starości
Póki młodości jesteś bliźnim bratem,
Lecz gdy w twym licu ślad czasu zagości,
Niech śmierć dni moje rozłączy ze światem,

Gdyż cała piękność, która ciebie kryje,
Jest szatą; serce me ona okrywa,
Które w twej piersi jak twoje w mej żyje,
Jakże więc mogę starszym się nazywać?

O miły, czuwać chciej nad sobą pilnie,
Jak ja, najpilniej, chcę czuwać nad tobą,
Twe serce nosząc i strzegąc usilnie,

Jak dobra niańka dziecko przed chorobą.
Nie żądaj zwrotu, gdy będzie umierać
Serce me. Dałeś swe, by nie odbierać.

10- Natchnienie Muzy mej nie jest podobne

Natchnienie Muzy mej nie jest podobne
Tym, których natchnie piękność malowana.
Chcą, by służyło im niebo ozdobne,
A piękność miłej była porównana.

Z wszystkim, co piękne- z próżności dokładką -
Z księżycem, słońcem, skarbem skał i morza,
Z kwiatem kwietniowym, z każdą rzeczą rzadką,
Którą otacza wielki krąg przestworza.

Niech szczerze pisze mój afekt gorący;
Uwierz, że miły jest piękny jak dziecię
W oczach swej matki, chociaż nie tak lśniący

Jak jaśniejące w niebie złote świece.
Więcej niech powie, kogo język łechce.
Ja nie wychwalam, bowiem sprzedać nie chcę.

9- Natury ręką tyś namalowany

Natury ręką tyś namalowany
Jako kobieta, mych żądz pani-panie.
Kobiece serce masz, lecz bez odmiany
Fałszywej, jaką zna kobiet kochanie.

Okiem jaśniejszym niż ich wokół toczysz;
Wszystko, co ujrzą, złocą twe spojrzenia;
Mężczyzno z barwy, tysiąc barw jednoczysz,
Wzrok mężczyzn kradniesz i kobiet marzenia.

Jako kobieta zostałeś stworzony,
Ale Natura tworząc cię przysnęła
I tak zostałeś ze mną rozłączony,

Gdyż coś dodając, ciebie mi odjęła.
Lecz żeś stworzony dla kobiet radości,
Mnie kochaj, od nich bierz skarb ich miłości.


8- Stępiaj pazury lwa

Stępiaj pazury lwa. Czasie żarłoczny,
Ziemi każ pożreć kwiat potomstwa swego,
Rwij ostre zęby z szczęk tygrysa mrocznych,
Spal sędziwego Feniksa w krwi jego.

I zło, i dobro możesz tworzyć przecie,
Komu chcesz tylko. Czasie, w swej pogoni,
Wszystkim przelotnym słodyczom na świecie;
Lecz jednej zbrodni najgorszej ci wzbronię.

O, niech nie zryta będzie twarz kochana
Rylcem twych godzin i szyderczym piórem
I pozostanie przez Czas nie zbrukana,

Dla ludzi przyszłych będąc ślicznym wzorem.
Lecz krzywdź go. Czasie stary: ujdzie szkody,
W wierszu mym wiecznie pozostanie młody.

7-Czy mam przyrównać cię

Czy mam przyrównać cię do dnia letniego?
Jesteś piękniejszy i bardziej łagodny.
Wiatr strząsa płatki pąka majowego
I zbyt jest krótki lata czas pogodny.

Czasem żar zbytni w oku słońca błyszczy
Lub chowa ono złote lico w chmury;
Wszystko, co piękne, swoje piękno niszczy
Przypadkiem albo zmiennością Natury.

Nie zwiędnie jednak, ginąc w zapomnieniu,
Twe wieczne lato, a twe piękno czyste
Przetrwa. Nie będziesz błądził w Śmierci cieniu;

Żyj tu, wpleciony w strofy wiekuiste.
Póki ma ludzkość wzrok, a w piersi tchnienie,
Będzie żył wiersz ten, a w nim twe istnienie.

6- Lecz czemu nie chcesz wejść

Lecz czemu nie chcesz wejść w zacięte boje
Z Czasem, tyranem krwawym i niegodnym?
I nie wybronisz się ruinie swojej
Godziwiej niźli mym wierszem bezpłodnym?

Stoisz na godzin najszczęśliwszych szczycie,
Niejeden ogród dziewiczy i żyzny
Woli twym kwiatom cnotliwie dać życie,
Niż malowane mieć twe podobizny.

Tak życie życiu ponaprawia szkody;
Ja piórem ani Czas rylcem nie wzbudzi
Twojego wnętrza i twych lic urody,

I żyć nie będziesz więcej w oczach ludzi.
Kto siebie odda, ten siebie odszuka;
Żyj, gdy nakreśli cię twa słodka sztuka.

5- Spójrz, gdy na wschodzie

Spójrz, gdy na wschodzie światłość pełna łaski
Unosi głowę ozdobną płomieniem,
Oko hołd składa widząc jego blaski
I ów majestat święty czci wejrzeniem.


Na nieba stromy szczyt, gdy dotrze dzielne
Jak krzepki młodzian z dojrzałą ochotą,
Wciąż piękność jego czczą oczy śmiertelne
I dalej idą z nim w pielgrzymkę złotą.


Lecz gdy znużonym rydwanem się stoczy
Z góry jak starzec, który w mrok się wlecze,
Wzniosą się wyżej korne dawniej oczy,


A ich wejrzenie ku innym uciecze.
I ty, gdy minie południa godzina,
Umrzesz samotnie, gdy nie poczniesz syna.

sobota, 30 maja 2015

4- Więc nie daj...


Więc nie daj, aby dłoń zimy spękana
Starła twe lato, nim wyciąg zgromadzi;
W najsłodszym skarbcu niechaj przechowana
Będzie twa piękność, nim się sama zgładzi.

W lichwie tej nie ma niczego zdrożnego,
Gdy ów, kto winien, z radością dług płaci.
Dla siebie spłodzisz owego drugiego;
A dziesięcioro dziesięćkroć wzbogaci.

Dziesięćkroć więcej radości mieć będziesz,
Gdy ta dziesiątka znów da twe odbicie;
Cóż śmierć uczyni, gdy kiedyś odejdziesz,

Jeśli w potomstwie przechowasz swe życie?
Nie bądź uparty; twa piękność zachwyca
Nie po to, byś miał w robactwie dziedzica.


3- Wejrzyj w zwierciadło...


Wejrzyj w zwierciadło i powiedz odbiciu:
Czas nadszedł, z twarzy twej nowa powstanie.
Świat zwiedziesz, nie chcąc odżyć w nowym życiu,
A któraś z matek bezdzietną zostanie.

Bo gdzież są piękne nie zorane łona,
Gardzące orką twoją gospodarną?
Któż w swej próżności bezpotomnie skona,
Do grobu niosąc własną miłość marną?

Zwierciadłem matki jesteś; swej młodości
Kwiecień dostrzega w tobie powtórzony;
Tak ty przez okna własnej sędziwości

Ujrzysz wiek złoty swój, nie pomarszczony.
Lecz jeśli żyjesz, o pamięć nie dbając,
Żyj sam; swój obraz zgładzisz umierając.


2- Gdy zim czterdzieści...



Gdy zim czterdzieści obejmie twe czoło,
Brużdżąc głęboko łąkę twej piękności,
Płaszcz twej urody, dziś ceniony wkoło,
Zmieni się w nędzny łachman bez wartości.

Wówczas spytany, gdzie twe piękno skryte,
Gdzie wszystkich twoich dni szczęśliwych skarby,
Nie mów, że w oczach zapadłych odbite,
Gdyż samochwalstwo takie godne wzgardy.

Bardziej pochwalą piękna wizerunek,
Gdy rzekniesz: "Starość moja niech zaliczy
To dziecko śliczne na własny rachunek",

W dowód, że piękność po tobie dziedziczy.
W nim się na starość twa młodość odrodzi,
W twej krwi gorącej, choć ją wiek ochłodzi.




1- Niech najpiękniejsze stworzenia...




Niech najpiękniejsze stworzenia się mnożą,
By śmierć nie mogła ściąć róży urody,
A gdy ją zwiędłą w grób lata ułożą,
Zakwitł wspomnieniem spadkobierca młody.

Lecz ty, wpatrzony w twoje oczy jasne,
Ogień swój sycisz swym tylko płomieniem,
W ugory zmieniasz żyzne pola własne,
Wrogu swój, pastwisz się nad swym cierpieniem,

Choć świeży blask twój w krąg ozdabia ziemię...
Jedyny pośle roześmianej wiosny,
W twym pąku cała twa zawartość drzemie

I skąpiąc trwonisz, o głupcze żałosny.
Pożałuj świata, spłać mu należności,
Nim grób je pożre, a z nimi twe kości.